Away Again
Travel and Lifestyle blog by Martyna K.
image
Jedzenie, sport i zdrowy tryb życia
Zobacz wszystkie posty...

Lizbona – Odwiedź ją koniecznie!

Witajcie w Nowym Roku!

Styczeń to idealny moment na nowe plany i postanowienia. Jeśli więc zamierzacie odwiedzić w tym roku jakąś europejską stolicę lub po prostu marzy się Wam weekendowa ucieczka od obecnie panującej zimy to koniecznie przeczytajcie ten post! Zapomnijcie jednak o Rzymie czy Paryżu i wybierzcie się do Lizbony!

20161110_175341-01

Mam wrażenie, że Lizbona zrobiła się ostatnio bardzo popularna, bardzo dobrze! Ta portugalska stolica jest cudowna! Sama się zastanawiam jak to się stało, że do tej pory jeszcze mnie tam nie było;) Dobrze, że coroczna konferencja technologiczna Web Summit została przeniesiona w zeszłym roku z Dublina do Lisbony, bo dzięki temu odkryłam to cudowne miasto. Nie skłamię jak napiszę, że jest to idealne miejsce na długi weekendowy wypad. Jest tam wszystko to, co jest potrzebne na idealny city break: słoneczna pogoda, pyszna kuchnia, dużo wina, sympatyczni ludzie, interesująca sztuka i architektura oraz wiele turystycznych atrakcji. Czego chcieć więcej? 😉

1

Początkowo nasz wyjazd skupiał się wokół różnych wykładów zorganizowanych podczas web summitu. Nie myślcie tylko, że tam było nudno! Zdecydowanie nie! Każdego dnia były poruszane bardzo ciekawe tematy z dziedziny informatyki i technologii, ale także medycyny, mody i prawa. Czasami trudno sie było zdecydować jaki wykład wybrać! Co wtedy robiłam? Nic, kupowałam sobie dobre jedzonko, siadałam w spokojnym miejscu i delektowalam sie portugalską pogodą 🙂 Bo musicie wiedzieć, że Web Summit był zorganizowany w kilku halach, a pomiedzy nimi znajdowały się różnorodne bary z napojami, budki i stoiska z przekąskami z całego świata!

2

Nieodłącznym elementem Web Summitu jest takze pub crawling 😉 Dla niewtajemniczonych, pub crawling to nic innego jak chodzenie (a dokładniej: czołganie się) od baru do baru po kolejne drinki;) W taki oto sposob uczestnicy Web Summitu mogli się integrować wieczorami. Zaskoczeni? W końcu Web Summit wywiódł się z Irlandii, kraju Jamesona i Guinessa, gdzie pub crawling jest niemal tradycją. W sumie to nie ma się co dziwić takim atrakcjom, bo one bardzo ułatwiają nawiązywanie kontaktów, a o to przecież chodzi podczas web summitu. Media podają, że podczas tych kilku dni do Lizbony zjechało się ponad 53 tysięcy osób! W całej Lizbobonie można było znaleźć tematyczne flagi i plakaty oraz partnerskie bary i restauracje. Najwięcej atrakcji znajdowało się na Pink Street, która za dnia wcale nie przypomina zatłoczonej mekki Web imprezowiczów 😉

3

Wróćmy jednak do naszej Lizbony! Co mnie tam zachwycilo? Wszystko, naprawdę! Nieważne czy się spędza tam kilka godzin czy kilka dni. Każda uliczka jest niesamowicie klimatyczna: z typowymi żółtymi tramwajami, brukowanymi ulicami i mozaikami na ścianach domów. Prawie każda knajpka ma tradycyjną kuchnię ze swierzymi owocami morza i słodkimi pastela de nata. A na każdym rogu można kupić pyszne pieczone kasztany.

pixlr

pixlr_20170106203210656

Jeśli jesteście ciekawi co nam się udało zwiedzić i czym zachwycić, to zapraszam do dalszej lektury.

Parque dąs Nações, czyli Park Narodów
Jest to bardzo nowoczesna (i chyba najmłodsza) dzielnica Lizbony, centrum biznesu, techniki i rozrywki. To właśnie w tej okolicy zorganizwany był Web Summit, co było strzałem w dziesiątkę! Znajduje się tam mnóstwo hoteli, sal konferencyjnych, centrum handlowe, nowoczesny port z wieloma sportowymi atrakcjami, największe oceanarium na świecie, no i kolejka górska z widokiem na majestatyczny most Vasco da Gama.

20161110_153457-01

20161110_152641-01

20161110_154008-01

20161110_153905-01

Alfama
Alfama jest natomiast najstaszą i moim zdaniem najpiękniejszą dzielnicą Lisbony. Zdecydowanie polecam spacer krętymi i malowniczymi uliczkami do zamku Św. Jerzego. Spójrzcie tylko na te zdjęcia <3 20161110_165727-01
20161110_170033-01
20161110_170557-01
20161110_171750-01
20161110_171630-01

São Jorge Castle jest “wisienką na torcie” 🙂 Akurat trafiliśmy na zachód słońca!
20161110_173929-01
20161110_172714-01

Jeronimos Monastery
Klasztor Hieronimitów, bo taka jest polska nazwa tego miejsca, został zbudowany w XVI wieku z okazji wyprawy Vasco Da Gamy do Indii. Jak powiadają mądre głowy (i Wikipedia), ta budowla jest kwintesencją stylu manuelińskiego, który ponoć jest bardzo charakterystyczny w Portugalii i łączy w sobie elementy gotyku i renesansu. Nie mnie to oceniać, bo ze swoich licealnych lekcji z WOKu zapamiętałam tylko jak jest hebel po niemiecku. 🙂 Niewątpliwie jest to miejscie magiczne i nie bez powodu zostało wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.
20161112_155125
20161112_154942
20161112_154920-01

Belem Tower
Zaraz obok Klasztoru znajduje się wieża Belem, która również została wpisana na listę UNESCO i niewątpliwie jest symbolem Portugalii. W przeszłości służyła głównie jako budowla militarna, a pomieszczenia poniżej poziomu wody – za więzienie, brr… ! Za to tarasy na najwyższym piętrze – królewskie!
20161112_135508-01
20161112_135707-01
20161112_144427-01
20161112_144525-01

Berardo museum – Będąc w Belem koniecznie pójdzie do tego muzeum! Znajduje się tam ciekawa kolekcja sztuki współczesnej zgromadzona przez milionera Berardo. Jeśli kogoś interesują takie style jak dadaizm, kubizm, abstrakcjonizm czy american pop art to jest to zdecydowanie godne polecenia miejsce. Osobiście fanką takiej abstrakcyjnej sztuki nie jestem, ale lubię sobie popatrzeć, zwłaszcza gdy wstęp do muzeum jest za darmo. Paweł chyba też 🙂
20161112_151516

W Lizbonie odkryłam jeszcze wiele innych uroczych miejsc, których nazw już nie pamiętam, ale założę się, że gdziekolwiek się nie wybierzecie będąc w Lizbonie będziecie zadowoleni:)

20161110_162718-01
20161110_171152-01
20161111_185349-01
img-20170101-wa0005-1

Tchau!

New York, New York czyli jak to jest obudzić się w mieście, które nigdy nie śpi

Muszę przyznać, że przygotowanie relacji z Nowego Jorku zajęło mi trochę czasu, a to dlatego że to miasto wzbudziło we mnie bardzo różnorodne emocje.

O Nowym Jorku marzyłam już od dłuższego czasu, więc jak tylko trafiła się okazja wyjazdu to nie zastanawiałam się ani chwili! Tak jak w piosence Franka Sinatry chciałam się obudzić w mieście, które nigdy nie śpi i poczuć TO coś. Po długiej podróży samolotem, a później nowojorskim metrem, gdy już moja noga stanęła na ziemi to wręcz czułam jak moja buzia się szeroko uśmiecha. Ludzie, światła, reklamy, ruch na ulicach i typowe nowojorskie kominy wystające z ulic i buchające parą – to jest właśnie centrum Nowego Jorku!

20160912_191111-01

20160912_191128-01

20160912_191752-01

20160913_173539-01

Bardzo lubię charakter metropolii, a zgiełk wielkich miast mi zazwyczaj nie przeszkadza. Tygodniowy pobyt w Nowym Jorku jednak zweryfikował moje poglądy i ostatniego dnia czułam ogromną ulgę wracając do Dublina. Teraz jednak, kilka tygodni po powrocie, gdy piszę ten post i oglądam film z Nowym Jorkiem w tle to tęsknie za tym miastem i poleciałabym tam choćby jutro!

Taaak… to miasto jest magiczne, bez dwóch zdań. Ale to chyba nie dzięki drapaczom chmur (bo sto razy lepszy skyline jest w Dubaju) ani multikulturowej różnorodności (bo prawdzie społeczne i kulinarne multi-kulti jest moim zdaniem w Londynie). Co jest powodem, że Nowy Jork jest więc tak chętnie odwiedzany przez miliony turystów? Sama nie wiem, przejrzyjmy moją fotorelację, może nam się nasuną jakieś odpowiedzi 🙂

20160913_180922-01

Jako że to była moja pierwsza wizyta w Nowym Jorku, miejsca które odwiedziłam są typowo turystyczne.
Trochę wstyd się przyznać, ale NY kojarzył mi się głównie z takimi serialami jak Friends i Gossip Girl. Po cichu marzyłam, żeby trochę go poznać szlakiem serialowej Sereny Van der Woodsen 🙂 Z ogromną przyjemnością siedziałam więc na schodach Met’sa czyli The Metropolitan Museum of Art, spacerowałam po Central Parku, odwiedziłam dworzec Grand Central, pojechałam do Brooklynu, a nawet odwiedziłam hotel Waldorf Astoria.

20160915_152213

20160915_152332

20160915_152653-01

20160915_153428

20160915_153613

20160917_170840-01

Nie zabrakło oczywiście spacerów wzdłuż The Fifth Avenue i innych turystycznych atrakcji, ale wszystko po kolei 🙂

1. Manhattan
To chyba najbardziej zatłoczone miejsce w Nowym Jorku, ale też najchętniej odwiedzane i zamieszkiwane. Do tej pory słyszę te wszystkie odgłosy ulicy, widzę żółte taksówki i pędzących gdzieś przed siebie ludzi: panie w pięknych garsonkach i panowie w garniturach, no i całe grupy turystów zapatrzonych w mapy i aparaty 🙂

20160915_094735-01

Tylko w jednym miejscu jest mniej gwarno – przy World Trade Center memorial, tutaj każdy jest pogrążony w zadumie i nostalgii wspominając katastrofę z 11 września 2001 roku.

20160915_09480420160914_141243

20160914_150613

20160914_150815

Najlepiej jednak podziwiać Manhattan z rejsu na Staten Island, z dodatkowym widokiem na Statue Wolności! 😉
Warto zapamiętać, że istnieje darmowy rejs w obie strony – The Staten Island Ferry, który służy mieszkańcom Nowego Jorku jak swego rodzaju wodny autobus, ale z powodzeniem może nam – turystom ułatwić zwiedzanie:)

20160914_161045

20160914_161216

20160914_164556

20160914_160519

2. Time Square
Dwa razy próbowałam polubić to miejsce, ale mi się nie udało. Time square pięknie wygląda w filmach i na profesjonalnych zdjęciach. W rzeczywistości jest tam głośno, tłoczno, gwarno, za bardzo kolorowo, za jasno, w ogóle za dużo tam wszystkiego. No i zdjęcia robione telefonem wcale nie wychodzą ładne, bo zupełnie nie oddają ogromu tego miejsca. Szybki spacer Brodwayem i kilka minut w centrum zdecydowanie mi wystarczyły 🙂

20160916_192656

20160916_193343

pano_20160916_194052

3. Dobrze, że blisko znajduje się Central Park.
Central Park to zdecydowanie serce tego miasta – piękne, zielone, różnorodne 🙂 Można tam robić dosłownie wszystko: począwszy od spacerów i wspinaczkę ściankową, a na rejsie łódką kończąc. To chyba jedyne miejsce, w którym można na chwilkę zapomnieć o wielkim świecie, a nawet spotkać jakieś zwierzątka:)

20160913_073942-01

20160917_143023

20160917_143123

20160917_143740

20160917_144058

4. Kolejny fajny park na Manhattanie to High Line Park. Są to w zasadzie stare tory nowojorskiej kolejki, która funkcjonowała w okresie, gdy metra jeszcze nie było w planach. Obecnie kolej jest zamknięta, ale szlak i tory cały czas istnieją i zostały przetransformowane w park miejski! Idealne miejsce na chwile relaksu, podziwianie zachodu słońca i spotkanie ciekawych osobistości.

20160916_184050

20160916_184111

20160916_184533

20160916_183954

4. Chinatown 🙂
Na samą myśl się uśmiecham! Chyba moje ulubione miejsce w Nowym jorku 🙂 Bardzo klimatyczne, z wieloma tradycyjnymi lokalami i sklepami. W Chinach nigdy nie byłam, ale zdecydowanie jest na mojej liście marzeń, zwłaszcza po tym wyjeździe:) Bez dwóch zdań polecam Wam wybranie się do Chinatown na obiad lub kolacje!

20160914_180728-01

20160914_184106-01

20160914_184318-01

20160914_184337

5. Little Italy
Graniczy z Chinatwon i jest to miejsce warte obejrzenia, choć z prawdziwą Italią chyba nie ma za dużo do czynienia poza pizzą, peroni i włoskimi nazwami barów i restauracji. Mnie urzekł mural z moją ukochaną Audrey w nowoczesnym wydaniu!

20160914_185242

20160914_185555

20160914_185647

6. Brooklyn
Na koniec moja ulubiona miejscówka! Brooklyn ma niestety złą sławę i trochę się bałam tam jechać, ale zupełnie niepotrzebnie! I całe szczęście, że się zdecydowaliśmy zwiedzić to miejsce ponieważ jest tam naprawdę uroczo, a widok na Manhattan most jest niesamowity!

20160917_114058

20160917_115349

Co jest więc takiego niesamowitego w Nowym Jorku? Dalej nie mam konkretnej odpowiedzi, a Wy? 🙂

Wakacje, wakacje … i po wakacjach!

Dawno nie napisałam nic nowego na bloga, ale to nie znaczy, że porzuciłam blogowanie! Oj nie, wręcz przeciwnie 🙂 Okres wakacyjny jednak bardziej sprzyjał podróżom i zbieraniu materiału na kolejne posty niż siedzeniu przed komputerem. Założę się, że większość z Was i tak nawet nie zauważyło tej mojej dłuższej nieobecności i sami byliście zajęci letnimi rozrywkami.

screenshot_2016-09-18-21-05-02-02

Moje wakacje oficjalnie dobiegły końca, a telefon jest zapełniony zdjęciami czekającymi tylko na załadowanie na bloga. Jesień zbliża się wielkimi krokami i mam nadzieję, że wszyscy będziemy mieć więcej czasu: ja na pisanie kolejnych postów, a Wy na ich czytanie i komentowanie 🙂 Mam w planach rozbudowanie kategorii Żyj dobrze, ale wszystko w swoim czasie.
Dodatkowo, zamierzam dokończyć cykl wpisów o Indiach. Zostały mi przecież jeszcze dwa tematy do opisania: Ludzie i Jedzenie! Obiecuję, że będzie pysznie! Wcześniej jednak podzielę się z Wami pierwszym postem gościnnym o New Delhi 🙂

Uwielbiam podróże, zwłaszcza te wakacyjne, bo dzięki nim moja głowa wręcz wypełnia się nowymi pomysłami i ciekawymi planami:) Na razie jednak odsypiam jetlag (o tym też coś wkrótce napiszę!) i mam dla Was zagadkę!

pixlr_20160921110209612

Co łączy moje ostatnie podróże do Łodzi, Rzymu i Nowego Jorku? 🙂

Lody!

Jak sama nazwa wskazuje, lody włoskie są najlepsze we Włoszech. Być we Włoszech i nie spróbować tamtejszych lodów o smaku prawdziwej brązowej pistacji, tiramisu czy kawy to grzech:)

dsc_0052-01

Ale ostatnio moje serce (i podniebienie) skradły lody tajskie, przygotowywane przy klientach, świeżo mrożone z wybranymi przez nas dodatkami i składane w piękne lodowe ruloniki. I to wcale nie w Tajlandii, a w Łodzi w okolicach Manufaktury. Niestety nie mam żadnych zdjęć, ale możecie je obejrzeć na fcb i oficjalnej stronie Bangkok – lody tajskie

Nic więc dziwnego, że jak byłam w NY w Chinatown i zobaczyłam knajpkę z lodami tajskimi 10Below Ice Cream , to nie mogłam przejść obojętnie! Tym razem jednak udało mi się uwiecznić proces robienia lodów na zdjęciach. Zobaczcie sami, w roli głównej lody o smaku zielonej herbaty z truskawkami!

pixlr_20160920210954752

Reszta zdjęć z relacji ze słonecznego Nowego Jorku wkrótce! 🙂

  • martynaAsia, polecam! :)
  • AsiaW Toruniu lody tajskie też kuszą. Jeszcze nie udało mi się ich spróbować, ale wszyscy tak polecają, że chyba ulegnę...

Spacerownik po Londynie (Jeden z najlepszych!)

Wiem, że dopiero co pisałam o Londynie, ale postanowiłam podzielić się resztą moich zdjęć z ostatniego wyjazdu. Jak już wspomniałam, podczas tego pobytu w Londynie zrezygnowaliśmy z tradycyjnego zwiedzania na rzecz długich i odprężających (choć czasami wyczerpujących) spacerów w najbardziej znanych dzielnicach Londynu. Zdecydowanie polecam taką formę aktywności i zapraszam do obejrzenia zdjęć – może kogoś zainspirują 🙂

Śmiało mogłabym nazwać ten artykuł jako “Londyn – Jeden z naj…” Zaraz się przekonacie 🙂

20160813_143535-01

The Canary Wharf
Jedna z najbardziej biznesowych części Londynu. To jest mekka facetów w garniturach, kobiet w garsonkach i… korposzczurków jak ja 🙂 Nawet nie umiem sobie wyobrazić jak to miejsce wygląda w ciągu tygodnia, a zwłaszcza w godzinach gdy wszyscy idą do albo z pracy! W weekend było tam jednak bardzo przyjemnie i luksusowo, zwłaszcza gdy się mijało takie piękne jachty.

20160813_110802

The Queen’s Walk
Jeden z najbardziej znanych szlaków turystycznych. Spacer promenadą wzdłuż Tamizy jest bardzo atrakcyjny ponieważ znajduje się tam London Eye, Tower Bridge i Tower of London. Spotkacie też wielu ulicznych artystów, stoiska z lokalnymi przekąskami i stragany z pamiątkami oraz wiele innych turystycznych atrakcji.

20160813_143039

20160813_142914

20160813_143221-01

20160813_143559

20160813_144815

20160813_145306

Obszar SW1 i Westminster – jedna z najbardziej prestiżowych dzielnic Londynu
Nazwa SW powstała od początkowych liczb kodu pocztowego i jest zbiorcza dla kilku pomniejszych dystryktów. To właśnie tutaj mieszczą się siedziby rządowe, Westminster i Pałac Buckingham.

20160813_151025-01

20160813_151116

20160813_151954

2014 - 4

2014 - 5

Chelsea, SW3
Jedna z najdroższych dzielnic i chyba najbardziej ulubiona wśród artystów. Przeczytałam, że to właśnie tutaj mieszkali swego czasu Beatlesi 🙂

20160814_132143-01

Hyde Park

Jeden z największych parków w Londynie. Według obliczeń Pawła rozmiarem można go porównać do 350 boisk piłkarskich!

20160814_152746

Wiecie co? Jednak było jedno miejsce, które zwiedziliśmy jak prawdziwi turyści! Natural History Museum – To miejsce można odwiedzać bez końca i zawsze znajdzie się tam coś interesującego.

IMG-20160820-WA0001

To na tyle… Ale post o Londynie bez kulinarnego aspektu nie byłby kompletny! Muszę więc dodać do naszej spacerowej listy Camden Market z przepysznym jamajskim jedzeniem:)

IMG-20160820-WA0000

IMG-20160820-WA0002

IMG-20160820-WA0004

Uff… Sporo tego wyszło! Na koniec zostawiam Was z moją wielką małą londyńską sztuką 🙂

20160813_151653-01

Share from Pixlr

20160813_145538

  • martynaDzięki Gabi, już poprawiam! :)
  • Gabinie ma takiej dzielnicy jak SW. To, co zwiedzialas nazywa sie Westminster.

Eat well, travel often and…. drink more, czyli Londyn od kuchni!

Z wielką przyjemnością publikuję niniejszy post o Londynie 🙂

Kto mnie śledzi na instagramie ten wie, że w zeszłym tygodniu wybrałam się na weekendową wycieczkę do Londynu:) Nie była to moja pierwsza podróż do UK, ale jakże inna od wszystkich! A to za sprawą przyjaciół, którzy pokazali mi Londyn od kuchni – dosłownie i w przenośni 🙂 Muszę przyznać, że dawno się tak nie ekscytowałam weekendowym wyjazdem! Ba, tego dnia nawet założyłam tematyczną koszulkę z napisem LONDON, co mogliście zauważyć właśnie na Instagramie 😉
pixlr_20160816192048615

Czasami dobry plan to… brak planu! Lecąc do Londynu nie miałam ułożonego grafiku, ani listy z turystycznymi punktami zaznaczonymi na mapie. Po prostu chciałam spędzić trochę czasu ze znajomymi, ale wyjazd przeszedł moje najśmielsze oczekiwania!

pixlr_20160815234451378

Londyn jest znany głównie z takich zabytków jak London Eye, Tower Bridge czy Big Ben.
Jeśli jednak będziecie kiedykolwiek w Londynie i już “odhaczycie” typowe atrakcje turystyczne to koniecznie poszukajcie miejsc opisanych tutaj przeze mnie. Naprawdę warto!

Sama jestem jeszcze pod wrażeniem, jakie magiczne miejsca można odwiedzić w Londynie, a przy okazji smacznie zjeść. 🙂

Zacznijmy od śniadania! Najlepiej w Good Life Eatery przy Sloane Avenue. Jest tam zdrowo, witaminowo, smacznie i pięknie! W dodatku, ta “śniadaniownia” znajduje się w jednej z najdroższych dzielnic Londynu – SW1 i spacer po okolicy jest niewątpliwie dodatkową atrakcją. Przekonacie się o tym w następnym poście. 🙂

20160814_131503-01

20160814_125054-01

Brunch, Lunch i inne przekąski w ciągu dnia najlepiej zaplanować na targu Borough Market! Można tam znaleźć dosłownie wszystko – mydła i powidła, i całą resztę:) Do zapakowania i zabrania do domu, albo do skosztowania na miejscu.

20160813_121531

20160813_115447

20160813_115518

20160813_115647

20160813_115806-01

20160813_115909

20160813_123353

20160813_125010

Jeśli nie lubicie zgiełku na targach i jedzenia na stojąco, to polecam restauracje Top 1 Forever. Elegancko podane i pyszne jedzenie z najlepszymi lokalnymi piwami i winami w karcie, z widokiem na Royal Docks i arenę The O2.

20160813_190335-01

20160813_184749

Aby wrócic do centrum miasta najlepiej przejechać się (a może powinnam napisać “przelecieć się” :)) kolejką Emirates Air Line, która gwarantuje niezapomniane widoki na całą dzielnicę Greenwich, marinę i Canary Wharf.

20160813_194958 - Copy

20160813_195517-01

20160813_195613-01

20160813_195100

A gdzie imprezować wieczorami? Mam 3 sprawdzone miejsca!

Street feast – jest tu wszystko, czego sobie dusza zapragnie: jedzenie, napoje i jedno wielkie biesiadowanie:)

20160813_205115-01

20160813_205052-01

20160813_205139-01

20160813_204200-01

Dalston eastern curve garden – takie piknikowanie na świeżym powietrzu:) Bardzo żałuję, że jak już tam dotarłam to było dość ciemno i późno. To miejsce musi wyglądać pięknie w ciągu dnia bo w ogrodzie rośnie mnóstwo warzyw, owoców i różnych roślinek. Spójrzcie tylko na te zdjęcia na stronie! Jak wspomniałam, my dotarliśmy do tego miejsca późnym wieczorem, ale atmosfera miejsca była bardzo magiczna i romantyczna. A pizza wypiekana w własnoręcznie zbudowanym przez właścicieli piecu i posypana świeżą bazylią zerwaną prosto z ogrodu smakowała jak we Włoszech:)

20160813_222711-02

20160813_213705-01

20160813_213624-01

The Attic Bar – bar i restauracja na 48. piętrze apartamentowca Pan Penisula w dzielnicy Canary Wharf to prawdziwy zastrzyk luksusu:) Kto by poagrdził imprezką z takimi widokami? 🙂

20160813_002429-01

20160813_005216

20160813_005207

Wszystkie wymienione miejsca sprawdziliśmy, jedzenie i picie przetestowaliśmy i śmiało polecamy! 🙂

pixlr_20160821212332087-01

  • MKLondyn jest naprawde urokliwy ale w TAKIM towarzystwie niewatpliwie zyskuje jeszcze bardziej :) :):)
  • martynaBardzo mi miło i mam nadzieję, że kolejny post o Londynie również się spodoba :)
  • classyflavorsLondyn jeszcze jest mi nieznany, ale mam nadzieje, że i tam zawitam. Bardzo ciekawe zdjęcia-zachęcają do podróży. Pozdrawiam :-)

Indie – Miejsca cz. 3 Agra i Taj Mahal

Pamiętam, że jak miałam kilkanaście lat to w swoim pokoju na tablicy korkowej wieszałam różne wycinki z gazet przedstawiające egzotyczne miejsca, które marzyłam zwiedzić. Przez dłuższy czas obrazek z Taj Mahal był jednym że stałych elementów kolażu. Łatwo się więc domyślić, że moja indyjska przygoda nie byłaby kompletną bez zwiedzenia słynnego Taj Mahal!

20160604_111046

Taj Mahal znajduje się w mieście zwanym Agra, około 200 kilometrów od New Delhi. Większość moich znajomych z Indii polecało mi jechać do Agry na dwa dni, bo jazda samochodem lub pociagem jest długa i uciążliwa. Nam się jednak udało znaleźć super szybki pociąg, który pokonuje taka trasę w półtorej godziny – Gatimaan Express.

Zdecydowaliśmy się więc jechać do Agry z samego rana ze stacji Nizamuddin w Delhi, a wrócić wieczorem. I nie pożałowaliśmy tej decyzji, komfort jazdy był bardzo wysoki, a w cenie biletu mieliśmy także napoje, śniadanie i przekąski.

20160604_073333

Jak tylko wysiedliśmy na stacji Cantonment w Agrze poczuliśmy żar lejący się z nieba – i tak przez cały dzień! Tego dnia było bardzo gorąco i duszno (43 stopnie Celsjusza), a lekki wiaterek, który czasem powiewał dosłownie parzył. Po kilku godzinach mieliśmy wrażenie, że nasze powieki są wręcz przypalone słońcem. A do tego wszystkiego mnóstwo ludzi, bezdomnych psów i much. Nie był to najprzyjemniejszy dzień, ale nie mieliśmy wyjścia. To była nasza jedyna okazja, żeby zwiedzić Taj Mahal. Na zdjęciu poniżej nawet widać jak się ze mnie leje pot! 😮

20160604_105554

Muszę zaznaczyć, że nie mieliśmy specjalnie przygotowanego planu zwiedzania, ani nie wykupiliśmy zorganizowanej wycieczki, choć je rozważaliśmy. Najbardziej jednak lubimy zwiedzać sami i nie lubimy być ograniczeni czasowo, dlatego resztę drogi do Taj Mahal musieliśmy zaplanować na własną rękę – najlepiej taksówką. Jak tylko wysiedliśmy z pociągu zalała nas fala taksówkarzy, przewodników, tłumaczy i przeróżnych kupców oferujących swoje usługi. Trzeba być bardzo stanowczym, aby się nie dać się ponieść takim nagabywaniom. Kolejna fala to dzieci, kobiety i starsi – biedni i schorowani proszący o kawałek grosza. Tutaj też trzeba być stanowczym, aby się nie rozkleić, nie popłakać z bezsilności i nie nakręcać tego “bisnesu”. Mnie się to nie udalo…. 🙁

Wracając jednak do naszej wycieczki, w końcu znaleźliśmy godnego zaufania taksowkarza i wynajęliśmy taksówkę na cały dzień wraz z anglojęzycznym przewodnikiem o imieniu Javed. Nie obyło się bez mrożących krew w żyłach przygód! Gdy wsiedliśmy do taksówki, nie zdążyliśmy odjechać paru metrów, a zatrzymali nas ochroniarze z karabinami, którzy wsiadli do samochodu i kazali gdzieś jechać taksówkarzowi – a przynajmniej tyle zrozumieliśmy, bo oczywiście panowie nie mówili po angielsku. Okazało się, że taksówkarz zapomniał podstemplować karteczki parkingowej! Pamiętacie mój jeden z pierwszych postów, w którym wspomniałam, że w Indiach ten kto ma stempelek, ten ma władze? 🙂

Javed, czyli nasz przewodnik był super! Jeden z najfajniejszych przewodników, jakich do tej pory spotkałam! Pokazał nam wspaniałe miejsca w Agrze, opowiadał bardzo ciekawe anegdotki, a przede wszystkim od razu wyczuł co nam się najbardziej będzie podobało. Zwiedzając Taj Mahal Javed opowidal nam głównie o miłosnej historii związanej z tym zabytkiem. Jak bowiem powszechnie wiadomo, Taj Mahal to mauzoleum wzniesione przez władcę Shah Jahan panującego w Indiach w XVII wieku dla zmarłej żony Mumtaz Mahal. Nie była to jedyna żona emperiora, ale najwidoczniej jego ulubiona. Mieli razem 14 dzieci, i to właśnie z powodu komplikacji po porodzie Mumtaz Mahal zmarła.

Pod względem historycznym i architektonicznym Taj Mahal jest niesamowitym i magicznym miejscem! W internecie lub w przewodnikach można znaleźć naprawdę bardzo dużo informacji na ten temat. Ja jednak nie chce się zbytnio rozpisywać, niech zdjęcia mówią same za siebie.

20160604_110655

20160604_113845

20160604_104500

20160604_110001f

20160604_105317

Jeśli któregoś dnia będziesz w Agrze to koniecznie odwiedź Taj Mahal, a także skontakuj się z Javedem jeśli będziesz szukać sprawdzonego przewodnika!

Nie będę zdradzać czego się dowiedzieliśmy od Javeda, ale na koniec tylko przytoczę jedną z jego opowieści. Król Shah Jahan był podobno bardzo dobrym i tolerancyjnym władcą do tego stopnia, że każdej ze swoich żon pozwalał na wyznawanie innej religii. Prawdopodobnie król wyznawał zasadę, że jeśli jego żony (a co za tym idzie, wszyscy podwładni jego żon) będą szczęśliwe, to i on będzie miał przez to mniej kłopotów w życiu.
Happy wife= happy life! Paweł wie to nie od dzisiaj 🙂

Muszę koniecznie wspomnieć, że Agra to nie tylko Taj Mahal. Podczas naszej wycieczki udało nam się podpatrzeć lokalne rzemiosło, a także skosztować hinduskiej kuchni. W Agrze warto odwiedzić sklepy z lokalną odzieżą, biżuterią, a także drobne przedsiębiorstwa. Nas zachwyciło miejsce zajmujące się w wyrobami z marmuru i kamieni szlachetncych, z czego głównie słynie Taj Mahal.
20160604_121538

Największe wrażenie zrobił na nas jednak Fort w Agrze, który znajduje się niedaleko Taj Mahal. Ten kompleks pałaców, komnat i ogrodów był udoskanalany przez wieki. Z tego co pamiętam, to jego historia sięga XI wieku kiedy to był zbudowany jeszcze z cegły. Zniszczony przez bitwy i walki, został odbudowany później z czerwonego piaskowca, co można podziwiać do dzisiaj.
20160604_141400

Mowię Wam, zwiedzając komnaty pałacu i podziwiając widok z okna na siostrzany Taj Mahal można się tam poczuć jak w bajce! Zresztą zobaczcie sami!

20160604_143021

20160604_113120

20160604_143847

20160604_144429

20160604_144838

20160604_145107

20160604_145302j

I jak Wam się podobało? 🙂

  • martynaDziękuję za miłe słowa! Akcja z taksówką i ochroniarzami była naprawdę przerażająca! :)
  • MalwinaBardzo mi się podobało! Mam nadzieję, że kiedyś i mnie uda się tam zawitać. A jeśli chodzi o historię z...

Indie – Miejsca cz. 2 GOA

Każdy z nas ma listę wymarzonych miejsc, które chciałby zwiedzić. W moim przypadku Goa było jednym z nich. Nie wiem czemu, ale wyobrażałam sobie Goa jak Malediwy – raj na ziemi. Muszę przyznać, że wycieczka do Indii zweryfikowala moje oczekiwania, co jednak nie zmienia faktu, że miejsce jest cudowne.

20160529_180407

Co mi się najbardziej podobało na Goa? Palmy! Palmy zawsze kojarzą mi się z wakacjami, więc od razu poczułam wakacyjny klimat. Czasami na wakacjach w ciepłych krajach możemy zobaczyć palmy rosnące gdzieś przy plaży, basenie czy w ogrodzie. A na Goa palmy rosną dosłownie wszędzie.
20160531_140311

Atmosfera też jest jedyna w swoim rodzaju. Nie jest tam jeszcze aż tak bardzo turystycznie jak w innych kurortach, więc można trochę poczuć smak prawdziwych Indii. A zwłaszcza gdy się podróżuje wzdłuż wybrzeża. Pisząc o prawdziwych Indiach mam na myśli te wszystkie święte krowy, hinduskie jedzenie i kulturę, ruch drogowy, ubóstwo i przepych w jednym.
krp

My spędziliśmy na Goa 5 dni i każdego dnia odwiedzaliśmy inne miejsce, a poruszaliśmy się wynajętym skuterem.
W internecie każda plaża jest cudowna, ale rzeczywistość może Was zaskoczyc 🙂

Candolim – To była nasza baza wypadowa. Jest to bardzo popularne miejsce, typowo turystyczne, z hotelami, barami i sklepami z pamiątkami. Zdecydowanie polecam restaurację na dachu hotelu Acacia, gdzie można uciec od zgiełku miasta, popatrzeć na wszystko z góry oraz podziwiać zachód słońca.
20160530_184443

Podczas pobytu na Goa zatrzymaliśmy się w niedeleko położonych apartemntach Sea shell, gdzie panowała niesamowicie domowa atmosfera, a do samej plaży mieliśmy 3 minutki.
20160529_191146

Plaża Candolim jest długa i szeroka z kilkoma barami, gdzie można wypożyczyć leżaki i parasole.
Fajnie tam jest, ale pod warunkiem, że Wam nie przeszkadzają psy, krowy i trochę bałaganu 🙂

20160529_180516

Z przyjemnością chodziliśmy tam na spacer, oglądać zachód słońca czy napić się w lokalnym barze. Jeśli jednak się ktoś wybiera na Goa tylko po to, żeby sobie poleżeć na plaży to zdecydowanie powinnien się rozejrzeć za bardziej bajecznym miejscem, których w Indiach nie brakuje.

Sinquerium – Plaża położona na północ od Candolim, bardzo ładna z zachwycającym widokiem na zabytkowy Aguada fort. Znajduje się tam także luksusowy hotel Vivanta By Taj. Warto tam wpaść na lunch i drinki, bo widok z baru jest nieziemski.
20160530_171141

Niedaleko dalej na północ znajduje się cały kompleks fortu Aguada. Jednak moim zdaniem największą atrakcją jest latarnia morska z niesamowitym widokiem na całe wybrzeże. Nie wszyscy ją jednak zwiedzają, gdyż znajduje się na terenie rządowym ministerstwa żeglugi. Sami początkowo myśleliśmy, że wstęp jest tam zabroniony, a jednak za drobną opłata można do niej wejść. Polecamy!
20160601_150455
20160601_150416

Calangute i Baga – kolejne piękne, szerokie plaże z możliwością wynajęcia leżaków i parasoli oraz wieloma barami z lokalnym jedzeniem. Nie jest to jednak miejsce dla miłośników romantycznych wakacji wśród natury. Jest tam dość gwarnie i turystycznie.
20160531_125812

Anjuna – Plaża jak plaża – woda, piasek i palmy:) Nas nie zachwyciła, ale również nie rozczarowała. Miejsce spodoba się jednak fanom muzyki techno bo podobno to właśnie tam jest najwięcej klubów techno i rave.
20160529_171859

Ozran – Nasz faworyt! Cudowna i cicha plaża położona wśród palm, skał i gór.

Idealne miejsce do relaksu, z niesamowitą restauracja Antares usytowaną na wzgórzu. W barze można by siedziedziec godzinami i podziwiać widoki popijając pyszne drinki i smakując się cudownym lekko autralisjkim jedzeniem. Zdecydowanie moje miejsce!:) Nawet psy i krowy wydają się być szczęśliwe w tym miejscu 🙂

20160531_144235

20160531_174706

20160531_175000

palmygoa

Vagator – jedna z najbardziej znanych plaż na Goa.

20160602_124215

Będąc w tym miejscu warto wpaść do baru The mango tree! Jest to knajpka położona dosłownie przy głównej drodze w mieście. Łatwo ją rozpoznać po długim drewnianym barze wzdłuż drogi oraz suficie zrobionym z papieru! Idealne miejsce na ugaszenie pragnienia, spróbowania lokalnej kuchni (podobno, bo my się zdecydowaliśmy tylko na drinki), a także do spotkania innych podróżników z całego świata.
20160602_140256

Dalej na południe znajduje się Chaporra Fort, podobno również warty obejrzenia. Niestety mały incydent motorowo-autobusowy z nami w roli głównej pokrzyżował nam te plany i nie mogłam tego osobiście zweryfikować:)

Pobyt na Goa bardzo szybko nam upłynął. W sumie to chciałabym jeszcze kiedyś tam wrócić, tym bardziej że nie miałam okazji zwiedzić starej części Goa. Może kiedyś w przyszłości…
Ale następnym razem będę mądrzejsza i dokładnie zaplanuję swój wyjazd. Co powinnam wtedy wziąć pod uwagę? Termin!
1. Sezon turystyczny: listopad – marzec; Podobno to jest najlepszy czas na zwiedzanie Indii. Jest wtedy słonecznie, ale nie gorąco.
2. Sezon deszczowy: czerwiec – sierpień.
3. Pomiędzy tymi terminami jest bardzo spokojnie na Goa, ale pogoda może być bardzo zmienna.

My byliśmy na Goa na początku czerwca, czyli dosłownie na kilka dni przed pora deszczową. Klimat był typowo tropikalny – duszno i wilgotno, a większość hoteli i barów było już zamkniętych. Także kąpiel w morzu była zakazana, a wszystkie centra sportów wodnych były nieczynne. Tak więc nie był to najlepszy czas, ale za bardzo nie mieliśmy wyboru. Mimo wszystko daliśmy radę (można? można!), a wszystkie niedogodności zrekompensowały nam goańskie ceny!
W Indiach poza sezonem można naprawdę zaszaleć kulinarnie, a każdy znajdzie tu coś dla siebie 🙂
20160530_171019

  • EwelinaZazdroszczę! Takie wspomnienia, zdjęcia! Chciałabym kiedyś poznać tak kulturę i kuchnię Indii :) Najlepiej u źródła :)

Żyj dobrze, pij świeżo wyciskane soki i… nie wyrzucaj obierków!

Muszę się przyznać, że jestem uzależniona od 3 rzeczy: spędzania czasu poza domem, oleju kokosowego i świeżych soków owocowo-warzywnych. Te trzy tematy będą się często pojawiać w kategorii Żyj dobrze!

20160730_164336-01

Nie od dziś wiadomo, że owocowo-warzywne Koktajle, Smoothie i Soki są istnymi bombami witaminowymi. Wszelkie wartości odżywcze podane w postaci płynnej są podawane naszemu organizmowi jak na tacy, pomijając długi process trawienia.
Należy jednak pamiętać, że nie każdy koktajl to samo zdrowie. Smoothie zrobione z banana, mleka i masła orzechowego jest z pewnością pyszne i bombowe, ale bardziej pod względem kalorycznym niż witaminowym:) A na przykład sok zrobiony z marchewki, pomarańczy i imbiru jest bardziej wartościowy.
Dziś jednak nie chcę pisać o sokach i ich właściwościach, ani o zaletach i wadach sokowirówek czy wyciskarek.
Dziś chcę się z Wami podzielić co zrobić z odpadkami po naszych warzywach i owocach pozostałych po soku.
Najlepiej je wykorzystać na ciasto!

20160730_131026

Cześcią naszego dzisiejszego śniadania był właśnie sok marchewkowo-pomarańczowy z imbirem. Dzięku temu na lunchu mogliśmy się delektować świeżutkim chlebkiem marchewkowym:)

Przepis na sok jest banalnie prosty: kilkanaście marchewek, kilka pomarańczy i duża porcja imbiru przeciśnięte w sokowirówce. Zanim jednak zaczniemy robić sok, musimy sobie pomyśleć na jakie ciasto mamy ochotę. W naszym przypadku miał być chlebek marchewkowy, dlatego najpierw zrobiliśmy sok marchewkowy i starannie przełożyliśmy marchewkowy pulp do miseczki, a dopiero później dodaliśmy do soku pomarańcze i imbir.

20160730_131103

Jak zrobiliśmy nasz chlebek? Usypaliśmy górkę z mąki pełnoziarnistej, wbiliśmy jajko i dodaliśmy saszetkę suszonych drożdży i olej kokosowy. Do tego troszkę cynamonu, gałki muszkatołowej i szczyptę soli i cukru. Tak powstałe ciasto ugniataliśmy stopniowo dodając pulp marchewkowy i mąkę. Gdy konsystencja ciasta zrobiła się jednolita i zwarta, uformowaliśmy bochenek i przykryliśmy czystą ściereczką zostawiając go na około 30 minut, aby drożdże mogły sobie spokojnie zacząć działać.
Ach, my jeszcze dodaliśmu orzechy włoskie 🙂
20160730_145825-01
20160730_145843-01

Ostatni krok, to już tylko pieczenie chlebka w piekarniku przez godzinę w temperaturze 180 stopni. I gotowe!
20160730_162536-01
20160730_174339-02

Przepis co prawda nie jest profesjonalny, ale mam nadzieję, że Was zainspiruje do tego, aby nie wyrzucać resztek po sokach 🙂

PS. Zdjęcie otwierające post pochodzi z książki 100 najlepszych przepisów: Dużo witamin, mało kalorii
20160730_152213-01

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życiaRewelacyjny pomysł! A jaki w sumie prosty jest ten przepis. Muszę koniecznie wypróbować, bo uwielbiam ciasto marchewkowe, no i rzeczywiście...
  • martynaMarchewka świetnie się łączy z cynamonem i orzechami, a smak chlebka jest zbliżony do piernika. W konsystencji też jest tak...
  • karolina g.Jaki smak ma ten chlebek? Mocno wyczuwalna jest ta marchewka? Tez zastanawialam sie zawsze, co zrobic z resztkami po sokach,...

Czas na Irlandię! (z odrobiną Japonii) :)

Myślę, że weekend to dobra okazja aby zrobić przerwę w blogowaniu o Indiach i rozpocząć cykl postów w kategorii Kochaj Irlandię!

Jak powszechnie wiadomo, lato w Irlandii niestety nie rozpieszcza słońcem i rzadko kiedy można sobie urządzić rodzinny piknik w parku czy pogrilować na plaży z przyjaciółmi, ale to nie jest powód aby rezygnować z biesiadowania w mieście. Puby, bary i restauracje są w Irlandii prawie zawsze pełne, niezależnie od pogody, a trend jedzenia „na mieście” jest bardzo popularny. Właściwie to w każdym lokalu można coś zjeść, ale czasem zdarzają się prawdziwe perełki. Ostatnie takie miejsca odkryliśmy na Dzikim Szlaku Atlantyckim.
20160703_175158-01

W zeszły weekend wybraliśmy się do Kerry, rozpoczynając naszą przygodę w Limerick. Mam ogromny sentyment do tego miasteczka, ponieważ to właśnie tam wybrałam się wraz z kilkoma koleżankami na osatni panieński wyjazd:)

Limerick, mimo że ukazał się nam w strugach deszcu, i tym razem mnie nie zawiódł. A to za sprawą nowo otwartej restauracji – Kyoto Sushi & Noodle.
Moim zdaniem dobre sushi jest jak afrodyzjak, a w połączeniu z butelką białego wina może przynieść szczęście:)
20160723_215429-01

Kyoto w Limericku wylądowało na pierwszym miejscu mojej subiektywnej listy najlepszych restauracji z sushi. Wszystko jest tam idealne! Począwszy od wystroju knajpki, które jest proste, przytulne, swojskie, ale jednocześnie urządzone w taki sposób, że atmosferę Japonii czuć już na wejściu. Obsługa jest bardzo miła i pozytywnie nastawiona do każdego klienta, a także doskonale przewiduje co będzie klientowi najlepiej smakowało. Nasz kelner od razu zaproponował nam brzuszek ze świeżo złowionego tuńczyka.
20160715_220326-01

Według Pawła – niebo w gębie! Ja zostałam przy swoim sushi:)
Sushi było nieziemskie, nigdy w życiu nie jadłam tak dobrego sushi roll’a z krewetkami w tempurze.
20160715_215603-01

Nasz stolik w kilka minut został nakryty samymi pysznościami!

Dla niewtajemniczonych – krótka lekcja o rodzajach sushi i sashimi:
Sashimi – cienko pokrojona surowa ryba (lub mięso)
Sushi – rodzaj japońskiej potrawy składającej się z gotowanego ryżu. Niekoniecznie z surowymi owocami morza, ale to właśnie w takim wydaniu jest u nas najbardziej popularne.
20160715_220257-01

Jest tak wiele rodzajów sushi, że czasem można się zapomnieć, na przykład:
Nigri – kawałek ryby podawany na ręcznie uformowanej porcji ryżu
Maki – plasterki rulonika zrobionego z ryżu i owoców morza lub innych dodatków, owiniętego prasowanymi algami morskimi. Często znane jako Sushi roll i przygotowywane z takimi dodatkami jak awokado, ogórek, szparagi, twarożek, i oprószone nasionkami sezamu, słonecznika czy kawiorem.
A to wszystko obowiązkowo podawane z sosem sojowym, chrzanem wasabi i marynowanym imbirem.
20160715_215555-01

No i jak tu się nie zakochać w sushi? Albo nie kochać świata po zjedzeniu sushi? 🙂

Jeśli jednak kogoś nie przekonałam do sushi, to w Kyoto można także zjeść inne dania inspirowane kuchnią japońską.

Tak miłą kolację warto zakończyć smacznym deserem, my zdecydowaliśmy się na jedyny w w swoim rodzaju sernik z dodatkiem zielonej herbaty i lody o smaku mango.
20160715_223324-01

Po tak obfitym posiłku nie pozostaje nic innego jak tylko zielona herbatka przyrządzona według receptury Kyoto i długi spacer wzdłuż rzeki Shannon.

Skusiłam Was na dodanie Kyoto Sushi & Noddle w Limerick do waszej listy wakacyjnych planów?

20160723_215500-01

  • martynaMoim zdaniem, najlepsze w Irlandii! :)
  • PWBylem i potwierdzam. Najlepsze Sushi na zachodzie Irlandii.

Indie – Miejsca cz.1, czyli co warto zwiedzić w Pune

Tak jak obiecałam, przygotowałam dla Was relacje z mojego pobytu w Indiach. Większość czasu spędziłam w Pune, ale codzienne aktywności skupiały się w głównej mierze na pracy. Z powodzeniem mogłabym napisać przewodnik po biznes parku, w którym się znajdował Symantec czy zrecenzować hotelowe atrakcje. Ale obawiam się, że nie tego szukacie na moim blogu:) No ale jeśli się mylę to piszcie w komentarzach! 🙂

Postanowiłam, że napiszę Wam o atrakcjach turysystycznych, które udało mi się zwiedzić, i które uważam za godne polecenia.

1. Fort Shaniwarwada – bardzo interesujące miejsce. Jest to fort, a w zasadzie pozostałości po pałacu z XVIII wieku.
20160522_111748

Na wstępie muszę jednak coś zaznaczyć. Od początku założenia bloga wiedziałam, że nie chcę się skupiać na historii miejsc, które odwiedzam, bo wychodę z założenia, że takich informacji najlepiej jest szukać u fachowego źródła, np. w sprawdzonym przewodniku online, z księgarni czy biblioteki (ktoś jeszcze korzysta z bibliotek w dzisiejszych czasach?!)

20160522_113902

Wracając jednak to tematu, w przypadku fortu Shaniwarwada po prostu trzeba wspomnieć o jego historii, a to dlatego, żeby zrozumieć dlaczego miejsce to jest nazywane nawiedzonym! Z tego co pamiętem, pałac został zbudowany dla jednego z doradców ówczesnego króla i oddany do użytku w styczniu 1732 roku, w sobotę. Stąd też się wywodzi nazwa Shaniwarwada, czyli Shaniwar (sobota) i Wada (rezydencja). Z miejscem tym wiąże się bardzo tajemnicza historia! “Peshwa”, czyli ktoś taki jak dzisiejszy premier miał trzech synów. Pech chciał, że sam minister, jak i dwóch starszych synów zginęli podczas bitew i walk, a najmłodszy Narayanrao przejął władze jako Peshwa. Nie miał jeszcze 18 lat, więc opiekował się nim wujek. Jak to bywa w takich historiach, chciwy wujek chciał przejąć władze i zlecił zabójstwo małego Peshwy. Nastolatek nie domyślając się niczego, w chwili napadu wzywał jeszcze swojego wujka na pomoc. Oczywiście nikt mu nie pomógł i dlatego duch małego bohatera wciąż mieszka w zamku i co noc o północy krzyczy”Kaka! Mała Vachva!!” czyli “ Wujku, Ratuj mnie!”

Jeśli chodzi o mnie, to żadnego ducha nie widziałam, ani nie słyszałam, ale fort i tak zrobił na mnie duże wrażenie

20160522_113628

Miejsce jest ogromne, z ogrodami, fontannami na dziedzińcu i zachwycającym widokiem na resztę miasta. Ale w dniu kiedy odwiedziłam to miejsce w forcie była jeszcze większa atrakcja: JA, blondi z Europy 🙂 Nie skłamię pisząc, że praktycznie każda lokalna osoba chciała sobie ze mną zrobić zdjęcie. Nie zdziwię się jak gdzieś na social media znajdę swoje zdjęcie na obcym profilu właśnie z tego dnia:)
20160522_113653-01

2. Aga Khan Pałac
Nie wchodząc w szczegóły, Aga Khan to polityczny tytuł, dlatego też nazwa pałacu pochodzi od sułtana, dla którego go wybudowano.
20160522_141239
Warto wspomnieć, że miejsce to jest znane głównie jako upamiętnienie Mahatma Gandhi i jego żony, którzy byli przetrzymywani w tym miejscu przez dwa lata. Dlatego też, główną atrakcją jest pomnik Gandhiego i jego żony oraz stałe i periodyczne wystawy przedstawiające jego życie.
20160522_142257

3. W Pune byłam też w muzeum. Zabrzmi to trochę infantylnie, bo nawet nie wiem co to było za muzeum, ale było ciekawie.
34

Miałam okazję zobaczyć hinduskie figurki świętych, dawną biżuterię, historyczne artykuły gospodarstwa domowego, a nawet wystawę drzwi (ale nie mam pojęcia, co to były za wrota:)

20160522_11032920160522_110617

Z tymi drzwiami wiąże się bardzo śmieszna anegdotka! Sala, w której były wystawione owe drzwi była ostatnia atrakcją w muzeum. Wspomnę, że od momentu wejścia do muzemum robiłam zdjęcia wszystkiemu co przykuwało moja uwagę. Przy ostatnim egzemplarzu drzwi, zrobiłam zdjęcie bardziej z przyzwyczajenia, niż z podziwu. Pech chciał, że to właśnie przy tym zdjęciu podszedł do mnie ochroniarz i ukarał mandatem za robienie zdjęć!
Nauczka: nie warto pstrykać fotek jak coś nie jest tego warte!:)

Na koniec kilka zdjęć z Pune:)

20160522_14154120160522_14163020160522_142911

Kolejna część z magicznego GOA już wkrótce! Do następnego!

d

No to zaczynamy!

Pomysł na tworzenie notatek z podróży zrodził się dawno temu jak jeszcze byłam małą dziewczynką, myślę że to było podczas wakacyjnego wyjazdu z rodzicami na Majorke. Z każdą kolejną podróżą, marzyłam o napisaniu książki podróżniczej, przewodnika, albo chociaż krótkiego artykułu w formie pamiętnika z wakacji. Ale jak tylko wakacje się kończyły, wracałam do swojego codziennego świata i nie mogłam się zabrać za pisanie. I tak, aby napisać pierwszego posta o podróży musiałam czekać jakieś 20 lat i zwiedzić mnóstwo wspaniałych miejsc, aż dotarłam do Indii! Indie – Indie mnie przerosły – tak powinnam zacząć ten post. Serio!